Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/maximis.ta-bydlo.lezajsk.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
li Sandy mocniejszym

się. - Witaj i ciesz się wygodami Wschodniego Korytarza!

li Sandy mocniejszym

- Szef FBI.
nie są pani sprawy.
Rainie uniosła brwi.
stało. Ufaj mi. Ufaj mi. Ufaj mi.
z jego twarzy.
usiłował pozostać niezauważony.
- Czy tobie się wydaje, że się rozklejasz? - zażądała odpowiedzi. - Czy
tym samym. Jeszcze raz przyjrzała się agentce i to, co ujrzała,
Ale nie wiedział, co. Na korytarzu rozległy się kroki. Pojawił się jeden z przewodników.
Teraz wpatrywała się w Montgomery'ego, który od poprzedniej wizyty
– Nie. Wtedy po prostu zrozumiał swój błąd. Mój stan zdrowia i zeznania sąsiadów
213
- Nowy mężczyzna - zaproponował Andrews.
na miejsce spoczynku tysięcy najróżniejszych samochodów. Sprasowane

nie zapomniał, nie porzucił myśli o zemście. Jego czas nadchodził:

do rzęs.
intensywnie w ciemność, ale nie zobaczyła świateł, tylko warkot
- Milla Edge - powiedziała, naciskając duży guzik.
i zupełnie straciłam głowę.
powiedzieliście, że on nie zaginął. Że odszedł sam, z własnej woli.
129
wpędzi go z powrotem w nałóg. Nie czuł się ani trochę winny, gdy zapalił papierosa i zaciągnął się dymem. Od kiedy rzucił palenie, przytył trzy kilogramy. Wiedział, że gdyby palił, schudłby i myślałby trzeźwiej. Rozwiąże sprawę i znowu rzuci palenie - postanowił. Da odpocząć płucom. Z papierosem w ustach uruchomił stacyjkę i wyjechał z parkingu. Gonzales zadzwonił, że ma nowe informacje o Marshallu Baldwinie. Może w końcu coś się wyjaśni. Cassidy weszła do domu. Było zupełnie cicho, jedynie z gościnnego pokoju dobiegał odgłos lejącej się wody. Z pokoju Chase’a. Wyobraziła go sobie, jak próbuje się umyć i nie zamoczyć gipsu. Wiele razy chciała mu pomóc, ale się nie zgadzał. Nie chciał, żeby oglądała jego nagi tors, biodra, pośladki, jakby się bał, że popełni nieodwracalny błąd, pozwalając, by znowu znaleźli się w tak intymnej sytuacji. Rzuciła torebkę i kluczyki na kuchenny blat i zeszła na dół. Do cholery, w końcu jest jego żoną. Ma prawo patrzeć na jego ciało i dotykać go. Była zmęczona głupimi gierkami i poczuciem winy, że mogłaby zakłócić jego prywatność. Nawet nie pofatygowała się, żeby zapukać. Przekręciła klamkę i uśmiechnęła się, gdy się okazało, że drzwi nie są zamknięte na klucz. Przez otwarte okno wpadał gorący wiatr. Drzwi łazienki były niedomknięte. Przez szparę widziała zaparowane lustro nad umywalką. Spod prysznica dochodził hałas - szum wody, ciche uderzenie upuszczonego mydła i przekleństwa Chase’a, który usiłował je podnieść. Gdy zobaczy ją w pokoju, pewnie powie, że się do niego włamała. No i co z tego. W ogóle się tym nie przejmowała. Serce jej łomotało. Usiadła na brzegu łóżka. Jego łóżka. Tego, którego nie chciał z nią dzielić. Przez sekundę miała ochotę zdjąć ubranie, wślizgnąć się pod pościel i czekać, aż Chase wykuśtyka z łazienki i zastanie ją nagą, gotową mu się oddać. Opamiętała się. Łatwo zgadnąć, jak by zareagował. Szum wody nagle ustał. Cassidy ledwie mogła oddychać. Patrzyła w stronę łazienki. Drzwi otworzyły się gwałtownie i stanął w nich Chase. Biodra miał owinięte ręcznikiem. Czarne, kręcone włosy sięgały mu za uszy. Skóra mocno opinała gładkie, twarde mięśnie brzucha. Wokół płaskich brodawek kręciły się czarne włosy. Nie miał już gipsu. Nawet jej nie powiedział, że dzisiaj mu zdejmują. Zrobiło jej się przykro. - Co ty tu robisz, do cholery? Patrzyła w zdumieniu na jego rękę i nogę, które do dziś ukryte były pod gipsem wydawały się troszkę szczuplejsze i bledsze od zdrowych. - A jak myślisz? - zareagowała za szybko jak na jej gust. - Czekam na ciebie. Nie powiedziałeś mi, że idziesz do lekarza, ani że... - Wydawało mi się, że się dogadaliśmy. Ten pokój jest mój... - Jestem twoją żoną, Chase. - W jej głosie słychać było niecierpliwość. - W tym domu nie ma krat więziennych, kłódek, bram ani kluczy. Nie ma linii na podłodze, która oddzielałaby ciebie ode mnie. Żyjemy razem. - Do niedawna nie przeszkadzał ci nasz układ. - Może zmieniłam zdanie? - Serce waliło jej jak młotem. Czuła, że musi zrobić ten krok i zdobyć go. Albo go stracić. Po raz pierwszy od wielu lat nie mogła znieść tej myśli. - Ale może ja nie zmieniłem. To nie jest dobry pomysł. Przypomniała sobie, jak się kochali przy stawie. Wiedziała, że kłamie. Podeszła do niego. - Nigdy nie musiałam cię prosić. Nigdy. - Odważnie patrzyła mu w oczy. - To ty nalegałeś. Kiedy się pobraliśmy, nie mogłeś się mną nacieszyć. Zaciął usta. - Nie chcę tego słuchać. - Nie pamiętasz? - To było dawno. - Nie tak dawno - przypomniała mu, wypinając wyzywająco biodro. Wciągnął powietrze. - Wiele się zmieniło. - Nie, Chase. To my się zmieniliśmy, ty i ja. Ciebie całkowicie pochłonęła praca, a ja ci na to pozwoliłam. Tak samo jak ty ponoszę winę za... kryzys w naszym małżeństwie, ale chcę to zmienić. - Tutaj? Teraz? - Tak. - Zadarła głowę prowokująco, patrząc mu zuchwale w oczy. Jej ciało było na wyciągnięcie ręki. - Chyba najwyższy czas. - Jestem kaleką - przypomniał jej. Jego oczy ciemniały. - Może ty nie pamiętasz, ale zapewniam cię, że twój brat pamięta świetnie. - Nie jesteś kaleką. Jesteś moim mężem. - Podeszła do niego odważnie. Czuła zapach mydła na jego ciele. - Chase... - Zamknęła oczy i dotknęła jego nagiego ramienia. Nie odsunął się. - Tylko mnie przytul - wyszeptała, wtulając się w niego. Jego mięśnie napięły się, jakby walczył z własnym ciałem.
podniósł długą nieheblowaną dechę, która wyglądała na ręcznie
komuś o mnie?
Milli też nie zachwycała taka perspektywa. Otworzyła butelki z
mieliby ufać tobie bardziej niż mnie?
wybór chłopaka, nie nasz. Inaczej moglibyśmy zrobić mu straszliwą
konsternacja, rozbawienie - wszystkie te uczucia zagościły na chwilę
- Niby kto? - Colton wychylił się z chmury dymu z wyrazem
który mógł być zamieszany w porwanie mojego syna.

©2019 maximis.ta-bydlo.lezajsk.pl - Split Template by One Page Love